Z kolorowych poradników, pism, książek patrzą na nas wystylizowane uśmiechnięte mamusie… wiotkie słodkie w rozmiarze 34/36. Trzymające niemowlę w kruchych ramionkach a spod bluzki wystaje idealny płaski brzuszek…
Kłamstwa. Kłamstwa, kłamstwa….
Podczas pierwszej ciąży patrzyłam na to wszystko i nie zdawałam sobie sprawy z tego co mnie czeka. Koleżanki oczywiście ”chwaliły” się rozstępami, i pomarszczoną skórą na brzuchu ale myślałam, że to mnie ominie albo po prostu po mocnym odchudzaniu im tak zostało. Wiele z nich mimo spędzonych godzin na fitnesie czy siłowni i ta już nigdy nie włoży dwuczęściowego kostiumu.
To co zobaczyłam po porodzie mnie przeraziło… Rozciągnięta zwisająca skóra pod którą było 4 kg dziecko… Nie weszłam już długo pod prysznic gdy obok był Pan i Władca… Nawet w lustro nie patrzyłam.
Generalnie dopiero po odstawieniu od piersi Emilki (po roku) schudłam mniej więcej do wagi przed ciążowej. Mniej więcej bo figura się zmieniła… szersze biodra i duży biust zostały.
No i brzuch. Mimo robienia brzuszków czy jogi został lekko galaretowaty.
Nie mogę narzekać na rozstępy bo zostało ich kilka na udach (???) niewielkich i mało widocznych. Faktem jest, że przez całą ciąże wklepywałam w siebie stosowne oliwki i balsamy i po porodzie też. Kiedy przestałam karmić Emilke starałam się kombinować z dietą.
A teraz aż się boję… Patrząc na wiotkie ciała dziewczyn na ulicach czuje strach.
O co? Sama nie wiem dokładnie.
Pamiętam zazdrość z jaką patrzyłam na kobiety o ładnej figurze… chwilami aż łzy mi ciekły (hormony pewnie) ale jak popatrzyłam na najszczerszy bezzębny uśmiech Emilki to jakoś mi to przechodziło.
Wiem, że znowu mnie to czeka. Rozpacz z powodu bycia nieatrakcyjną…
Patrząc na ogromny brzuch, w którym dorasta Fasolka mam chwilami nieziemsko mieszane uczucia… radość z… dosłownie obrzydzeniem!
Nie wiem czy to upal na mnie tak destruktywnie wpływa czy co.
Kiedy znowu będę ładna?
Szczupła i energiczna?
Czy jeszcze kiedyś usłyszę jakiś komplement od mężczyzny?
Obcego?
Czy na zawsze zostaną już tylko matką?
Czasami mam wrażenie, że moje życie jako kobiety się kończy.
Zostanę tylko matką, konsumentką firm dziecięcych ubranek, zabawek i innych takich…
Będę patrzeć na te cholerne gazety ze zdjęciami gdzie nawet dzieci retuszują i się wkurzać…
Na nastolatki – modelki reklamujące kremy przeciw zmarszczkowe….
I na płaskie pępki z kolczykami mijające mnie na ulicy…
I myśleć – czy starczy mi sił, by nie zazdrościć imaginacji mediów…
W końcu jestem kobietą z krwi i kości bez silikonów – tuningu – jak ja to nazywam, bez modnych ciuchów i z małego miasta…
Moje marzenia o oddaniu się w ręce stylisty znowu nabiorą mocy…
Ehhh… upał…. Moja psychika leci po równi pochyłej…
Komentarze moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
29 lipca 2010 Konto usunięte napisała:ja to samo czuje jestem w 6 m-cu i zostałam odtrącona przez własnego męża ,usłyszałam że nie chciał tego dziecka ,zawsze miał fioła na punkcie figury a go tej pory przytyłam tylko 4 kg owszem poszło mi trochę w uda i pupę ,nie śpię po nocach ,płaczę i nie wiem co o tym wszystkim mam myśleć
Śledź bloga: RSS Dodaj do ulubionych blogów
ava nakopie ci do tego tyłka zobaczysz .
Jesteś piękną kobietą
Piekno to nie szczupła talia, piekne piersi tylko to jak się zachowujemy i czujemy.
czasem dobry makijaż, nowy ciuch i odazu człowiek czuje się lepiej i to polecam ;)
Nie ma co na siłe patrzec na innych tylko znaleść coś co nam sie w sobie podoba i uśmiechac się bo tylko wtedy jestesmy piękne ;) Ja coś o tym wiem ;)
buziole i przesułam troszke pozytywnych fluidów